Nie wiem dlaczego, ale cierpienie naprawdę potrafi być słodkie (słodycz zawsze kojarzymy z czymś przyjemnym). A skoro czujemy tę słodycz nie chcemy się jej pozbyć. Jest to naprawdę przewrotne.
Dlatego by wyjść z tego marazmu potrzebujemy jakiegoś bodźca, czegoś, co sprawi, że słodycz, którą odczuwaliśmy z cierpienia przemieni się w gorycz. Kiedy ten bodziec pojawi się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać to, jak wcześniej funkcjonowaliśmy. I przestaje nas już interesować bycie w tym niezadowalającym nas stanie. I to jest cudowne! Czym jest ten bodziec, to już osobna historia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz